Każdego weekendu setki gości chodzą tymi samymi korytarzami dworu — tymi samymi pokojami, tymi samymi ścieżkami. Ale są drzwi, przez które żaden z nich nigdy nie przechodzi.
Za nimi — pomieszczenia, w których czas się zatrzymał: kruszący się tynk, stara cegła, wnętrza dokładnie takie, jakie zastał dwór po dziesięcioleciach zaniedbania. Droga do nich jest zamknięta dla wszystkich — poza jednym razem w miesiącu.
Renowacja dworu trwa już od lat — co miesiąc ożywa nowa ściana, nowy pokój, nowy szczegół. Ale ten proces nigdy nie jest pokazywany publicznie: większość gości nawet o nim nie wie.
Raz w miesiącu sam właściciel dworu własnoręcznie otwiera te drzwi — i osobiście prowadzi Cię przez miejsca, które w ciągu roku widzi zaledwie kilka osób.
Historia wciąż tu powstaje — a Ty będziesz wśród pierwszych, którzy ją zobaczą.
Bez scenariusza. Bez pośpiechu. Tylko Ty, właściciel i miejsca, których zdjęć nigdzie nie znajdziesz — bo nikt ich jeszcze nie sfotografował.
Niektórzy goście nie spieszą się z wyjściem po wycieczce — zostają przy herbacie lub kieliszku wina, gdy dwór wokół powoli pustoszeje.
Chwila z jednej z takich wycieczek
Częściej — i stałoby się to kolejną wycieczką w harmonogramie. Rzadko — i każda wizyta pozostaje tym, czym powinna być: osobistym spotkaniem, a nie spektaklem dla turystów.
Taka okazja zdarza się tylko raz w miesiącu — a miejsc starcza jedynie dla niewielkiej grupy gości.

